Komunikat Komisji Artystycznej XXXV Międzywojewódzkiego Sejmiku Wiejskich Zespołów Teatralnych w Tarnogrodzie
W dniach 5 – 7 lutego 2010 roku, w ramach sejmikowego przeglądu, wystąpiło 19 teatrów z województw: lubelskie, mazowieckie, podkarpackie i świętokrzyskie. Komisja Artystyczna w składzie:
- Marian Glinkowski – reżyser
- Katarzyna Smyk - folklorysta
- Lech Śliwonik - teatrolog
- Edward Wojtaszek - reżyser
obserwowała spektakle oraz przeprowadziła konsultacje i zajęcia warsztatowe z zespołami. Najważniejsze uwagi Komisja odnotowuje w niniejszym komunikacie.
Jako pierwszy w tegorocznym Sejmiku zaprezentował się Zespół Obrzędowy z Hańska (pow. włodawski, woj. lubelskie) z przedstawieniem Oborywanie kozy na dworskim. Zobaczyliśmy udaną inscenizację pracy i obrzędu. Miejscem działań było pole, na które Zespół przeniósł nas, ustawiając na scenie rzędy zboża tak zmyślnie, że przypominały dorodny łan. A potem…Żęcie zboża starodawnymi sierpami. Plotki na temat pani dziedziczki czy ekonoma. Opowieści o tegorocznej nocy świętego Jana, gdy zabawa przeciągała się do świtu i co niektórym udawało się przyłapać znajomych w bardzo intymnych sytuacjach. Pieśni dożynkowe. Targowanie się Żyda Mośka z ekonomem. Wykonanie tradycyjnej zdobnej kozy. Niespodziane, choć przecież wpisane w obrzęd, trzykrotne za Słońcem oboranie jej ekonomem. I wreszcie pochód z pieśnią do dworu i dziedzica. A wszystko w doskonale zorganizowanej przestrzeni, ze zindywidualizowanymi i dobrze zagranymi postaciami, w zróżnicowanych i wyważonych tonacjach: i powagi, i swarów, i żartu. Spektakl zasłużył na wiele pochlebnych słów, choć trzeba też wskazać potrzebę dopracowania kilku elementów. Na przykład postać Mośka nie została dość mocno włączona do prezentowanej opowieści, jaśniepan zasługiwał na usytuowanie w centrum finałowej sceny, zaś swarliwa Pituchowa zyskałaby na wyrazistości, gdyby wyeksponować to, że jest cwana raczej niż złośnica. Zespół zrównoważył te niedoskonałości bardzo ciekawymi wariantami opowieści wierzeniowych o diabelskim kamieniu, który ponoć niedaleko Hańska leży do dziś.
Gromniczna w Zanowiniu to tytuł przedstawienia przygotowanego przez Zespół NADBUŻAŃSKI KLON ZIELONY z Zanowinia (woj. lubelskie, pow. chełmski). Na scenie widzimy wnętrze chałupy: po lewej - dwóch chłopców bawiących się na ławce tradycyjnymi, drewnianymi zabawkami, po prawej – kołyska, nad którą babka śpiewa bardzo piękną kołysankę, pośrodku – przy stole młoda kobieta obwiązuje lnem gromnicę. Szykuje się do kościoła. Do domu, po tygodniu, wraca mężczyzna. Siada do stołu i jedząc opowiada o pracy w lesie. Po jakimś czasie pyta o „małą” patrząc w stronę kołyski. Otrzymawszy odpowiedź, że wszystko w porządku, spokojnie konsumuje dalej. Dziwi trochę, że nie nawet podejdzie i nie spojrzy na dziecko. Takie sytuacje oraz fakt, że bohaterowie do końca nie zostają nazwani, powodują, że trudno się widzowi połapać we wzajemnych relacjach w przedstawianej rodzinie.
Przychodzi krewna z małą dziewczynką. Ta dołącza do chłopców i równie grzecznie zajmuje się zabawą. Rozmowa kobiet toczy się wokół obyczajów związanych ze świętem Matki Bożej Gromniczej. I tak, przypominają młodej kobiecie, że ma wyraźnie księdzu wspomnieć, że idzie „do wywodu”, a po powrocie z kościoła wszyscy się modlą się wokół gromnicy. Babka pyta o kierunek płomienia w czasie powrotu do domu i uspokaja się, że nikt z tego domu w tym roku nie odejdzie. Wypalają krzyże na suficie, nad oknami i drzwiami, co ochronić ma dom przed uderzeniem gromu, przypalają dzieciom grzywki, żeby się nie bały grzmotów. Następnie gromnicę przejmuje mężczyzna i wychodzi z nią do zabudowań gospodarczych, żeby i one były otoczone ochroną wyższych sił.
Teraz domownicy siadają wokół stołu, kosztują pierogów i rozmawiają. Niestety, rozmowa nie bardzo się klei i toczona jest bardziej we własnym gronie niż na użytek widzów. Zwłaszcza, że usytuowanie grających jest nieprzemyślane: jest ich niewielu, a skutecznie zasłaniają się wzajem. Szczególne wątpliwości budzi sposób potraktowania obecności dzieci. Otóż są one najzupełniej obojętne wobec tego, co się w izbie dzieje – nie interesują ich ani rozmowy, ani zdarzenia. Wielka szkoda, bo przecież opowieści i działania starszych (przede wszystkim magiczne zachowania z gromnicą) powinny być potraktowane jako okazja do przekazania następnemu pokoleniu jakiejś wiedzy o tradycji, o obrzędowości i jej znaczeniu. Wzmocniłoby to również wątłą dramaturgię pokazanego obrazka rodzinnego.
| « poprzednia | następna » |
|---|



